Podsumowanie roku 2017

Podsumowanie roku 2017 - trenerzy biegania Kamila i Emil Dobrowolscy

Grudzień się kończy, czas na sportowe podsumowanie roku. Jak wiecie fajerwerków nie było, ale nie poddajemy się i nie możemy się doczekać przyszłorocznych startów.

Emil

Styczeń-wakacje

Już pod koniec zeszłego roku wiedziałem, że czeka mnie operacja. Cały styczeń i początek lutego nie robiłem nic poza truchtaniem. Nabijałem tylko kilometry, bo nie mogłem biegać nic szybciej. Każda próba zakręcenia nogą kończyła się kuśtykaniem. Na początku lutego operacja: usunięcie fragmentu kości piętowej, która kaleczyła Achillesa. Wszystko poszło dobrze, trzeba było tylko przejść rehabilitację. Z tym nie było zbyt kolorowo, pięta bolała dobre kilka miesięcy, a staw skokowy ma słabszą ruchomość do teraz nad czym ciągle pracuję. Zacząłem biegać pod koniec kwietnia.

Na początku kilka razy w tygodniu po kilka kilometrów truchtu. Dopiero w czerwcu zacząłem normalną pracę, zaliczyłem pierwszy start kontrolny (który nie wyszedł wcale źle) i pojechałem na obóz do Szwajcarii. Głównym celem miały  być Mistrzostwa Polski na 10km w Gdańsku, gdzie chciałem się pokazać z jak najlepszej strony. Niestety przy większych obciążeniach treningowych zaczęły się schody. Skończyła się świeżość i zacząłem męczyć zarówno treningi jak i starty kontrolne. A start w Mistrzostwach zakończył się kompletną klapą, nie ukończyłem rywalizacji. Za szybko chciałem wrócić na poziom koło 30 minut na dychę zamiast spokojnie trenując lecieć na czas, na poziomie jakim byłem.

Sierpień – grudzień

Pozbierałem się i pojechałem na kolejny obóz do Szklarskiej. Tam zacząłem przygotowania do maratonu w Poznaniu. Treningi szły gładko, uwierzyłem, że jestem w stanie wrócić na przyzwoity poziom. Po powrocie start na Mistrzostwach Polski na 5km wyszedł całkiem nieźle. 4 miejsce, wprawdzie ze słabym czasem, ale pierwszy za podium. Tydzień później na połówce miało być lepiej. Nie było. Połowa trasy w strefie medalowej i wielka bomba. Jedynym plusem tego startu było ukończenie. Postanowiłem odpuścić wszystkie starty do Poznania.

Ostani miesiąc treningów też poszedł nieźle. Biegałem wszystko z zapasem, w końcu musiało się to wszystko odblokować. Najlepiej w Poznaniu, który zawsze był dla mnie szczęśliwy. Prowadzenie przez Szymona Kulkę do 25km miało mi ułatwić nabieganie dobrego wyniku, niestety przed połówką zaczęła wychodzić nieprzepracowana zima i skończyłem z marnym wynikiem 2:22. Wtedy rok był dla mnie stracony.

Po kilku tygodniach luzu rozpocząłem normalne treningi i zaliczyłem trochę startów. Z całkiem niezłym skutkiem, bo wygrałem 5 biegów z  rzędu. O ile pierwsze 3 były biegane na luzie, to 2 ostanie musiałem się sprężyć rywalizując w Legionowie z Ukraińcem i w Kartuzach z Łukaszem Kujawskim gdzie na trudnej trasie pobiegłem 7km średnio po 3.04/km.

Podsumowując

Nie ważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Mimo, że większość roku w moim wykonaniu była do dupy, to pod koniec noga zaczęła się kręcić i bez kompleksów szykuję się na rywalizację w przyszłym roku. Na pewno nauczyłem się cierpliwości, przekonałem się na sobie, że niektórych rzeczy przeskoczyć się nie da. Znacznie wydłużył się też czas moich ćwiczeń uzupełniających. Dzięki temu powinienem chociaż w części uchronić się przed kolejnymi kontuzjami i wzmocnię swoje mięśnie i stawy. Był to pierwszy rok odkąd pamiętam, kiedy nie zrobiłem żadnej życiówki. Będę  musiał nadrobić to z nawiązką z przyszłym 🙂

Kamila

Styczeń-maj

Początek roku to zawsze u mnie wielka nieiwadoma. Nigdy nie wiem na co mnie stać. Starty zaczęłam od Biegu Chomiczówki na 15 km. Muszę przyznać, że nawet byłam zadowolna ze startu, do życiówki zabrakło mi niecałe pół minuty. I to był jedyny start w styczniu. Mój trener (tata) stwierdził jednak, że mało do tej pory robiłam kilometrów, więc zwiększał mi stopniowo kilometraż. W lutym zaliczyłam start na 10 km, gdzie pobiegłam 37:25 (i tak naprawdę przez cały rok biegałam na takim poziomie).

W marcu przebiegłam okropny półmaraton w Krakowie, na który Emil mnie namówił. Okropny, bo ja musiałam zmierzyć się z wichurą na trasie i długim jak dla mnie dystansem, a Emil po operacji biegał po trasie i mnie dopingował. Koniec końców wyjechałam zadowolona z Krakowa, gdyż zajęłam tam drugie miejsce. Oczywiście biegałam też  (pierwszy raz) w Wiązownej, bo jak by to było, że teraz tak blisko mieszkam, a nie wystartuje w znanym biegu koło Warszawy 😉 Wystartowałąm na 5 km, ale wynik był słaby, 18 minut to nie to co chciałam. W kwietniu i maju pojawiły się biegi, w których stałam na najwyższym stopniu podium, ale cały czas czasy nie były takie jak bym chciała…

Czerwiec-grudzień

Pod koniec czerwca pojechałam z Emilem do Sankt-Moritz z nadzieją, że będę lepiej biegać jak wrócę (niestety za krótki obóz i to, że byłam tam pierwszy raz nie przełożyły się na wyniki). Biegało mi się tam badzo fajnie, do tego udało mi się zrobić jeden z najtrudniejszych dla mnie treningów, czyli 10x1km. Tak jak już wcześniej pisałam obóz ten mi nie pomógł, ale widoki są po prostu MEGA! Bardzo ładne miejsce, z kilkoma jeziorkami, wzdłuż których można biegać. Po prostu zakochałm się w tym miejscu i chętnie bym tam wróciła. Po obozie wystartowałam w dwóch biegach, na 5 i 10km i udałam się na kolejny obóz, tym razem do Szklarskiej Poręby.

Po powrocie miałam zaplanowany start w MP kobiet na 10km w Łodzi. Ten bieg był dla mnie okropny, od początku coś było nie tak, jeszcze na dodatek “sprawy kobiece” dołożyły swoje. Zapomniałam o tym biegu i nie chce do niego wracać!. Wrzesień i październik to były przeplatane starty na 5 i 10 km. Koniec listopada i cały grudzień to najlepszy dla mnie okres. Wygrałam pod rząd 3 biegi, a na ostatnim byłam druga.

Liczę na to, że praca, którą wykonałam przez cały rok w końcu mi odda. Z niecierpliwością czekam na nowy 2018 rok i na nowe starty i nowe życiówki!!!

Trenerzy

Zdecydowanie lepiej spisaliśmy się jako trenerzy. Dobrą formą błyszczeli nasi zawodnicy. Posypało się sporo życiówek, niektórzy poprawili się o kilka minut, inni kilka sekund. Kamila z powodzeniem rozpoczęła rozpisywanie planów treningowych swoim podopiecznym, oczywiście parę życiówek na swoim koncie trenerki zaliczone 🙂 Najbardziej oczywiście nas jako zawodowców wyniki tych najlepszych. Damian poprawił się na wszystkich dystansach od 5km do maratonu i postanowił zrezygnować z ultra i skupić się na królewskim dystansie (do czego od początku namawiał go Emil). Robert zrobił kolejny postęp na dystansie 10km i półmaratonu. Panowie zamieszali w rankingach naszych najlepszych zawodników. Oczywiście jesteśmy dumni ze wszystkich. Ci, którzy się nie poprawili również wykonali dobrą robotę, niestety czasem przytrafiały sie problemy ze zdrowiem lub natłok obowiązków, które utrudniały progres wyników.