Obóz biegowy w Szklarskiej – sierpień 2017

trener biegania Emil Dobrowolski na obozie biegowym w Szklarskiej Porębie

Po niezbyt owocnym obozie w szwajcarskim Sankt Moritz wybrałem się na 12 dni do Szklarskiej Poręby. Nieudane Mistrzostwa Polski na 10km uświadomiły mnie, że mam jeszcze sporo braków i postanowiłem z trenerem, że przygotowania kierunkujemy w stronę maratonu traktując Mistrzostwa Polski na 5km i w półmaratonie tylko jako przetarcie.

Trening

Obóz biegowy zacząłem z grubej rury 14-kilometrowym biegiem ciągłym na drodze pod Reglami. Kto tam biegał ten wie, że nie jest tam łatwo biegać coś żywszego, bo jest delikatnie mówiąc pagórkowato. Bałem się tego treningu, zwłaszcza, że wszystkie jednostki tego typu po kontuzji sprawiały mi problemy. Założyłem, że pobiegnę koło 5 sekund wolniej niż po płaskim, ruszam pierwszy kilometr, wychodzi szybko. Próbuje zwolnić jest to samo, a ja czuję się naprawdę dobrze. I to samopoczucie pozostało ze mną do końca treningu. Nie wyobrażajcie sobie że leciałem na luzie po 3.20 (bo taki jest mój rekord na tej trasie) ale wyszedł naprawdę konkretny trening.

Następnego dnia na “wyluzowanie” 300-metrowe podbiegi i dwa dni później powtórka ciągłego na 16km i powtórka samopoczucia: poczułem się mocniejszy. Po południu na odmulenie 10 dwusetek na stadionie. Miało być spokojnie i trzymałem się tego bo wiedziałem, że mam sporo roboty w nogach. Ostatnią stwierdziłem, że przyspieszę. Ruszyłem mocno i po 100m poszedłem w maxa. Na zegarku 27,8 czas jakiego nie widziałem kilka ładnych lat w swoim wykonaniu. I na pewno nigdy nie łamałem 28 sekund w startówkach. Do tej pory sam nie wiem jak to zrobiłem.

Nie zawsze jest kolorowo

Dwa dni później w planie kilometry, lekka trema, ale poszło całkiem gładko po 3.01-08. Co drugi dzień akcent, a ja byłem w miarę świeży. Pierwszy kryzys przyszedł po tygodniu obozu na kolejnej szesnastce ciągłego. Nie miałem może większych problemów mięśniowych, oddechowych czy z tętnem, ale jakoś nie mogłem zebrać się do szybszego biegania. Wyszło koło 5 sekund wolniej na kilometrze niż na poprzednich jednostkach tego typu. Popołudniowe gofry w kultowej Fantazji postawiły mnie na nogi 🙂 Tygodniowy kilometraż ponad 180km, całkiem nieźle.

Na następny tydzień miałem zaplanowane dwójki w środę. Niby na krótko przed startem na 5km, ale to miał być trening pod królewski dystans. Bałem się, że będę musiał utrzyać tempo z kilometrów co nie bedzie łatwe, ale trener dał mi w miarę luźne założenia. Za to dostałem kilka pięćsetek na odmulenie 🙂 Dwójki poszły jeszcze lepiej od kilometrów, wszystko swobodnie, bez szarpania. Gorzej z pięćsetkami, na większych prędkościach musiałem mocno popracować. Ale dałem radę i jak wiecie piątka nie poszła wcale jakoś tragicznie.
Emil Dobrowolski po treningu biegowym w Szklarskiej Porębie

Podsumowanie obozu

W ogóle na tym obozie spałem jak zabity. Organizm sam domagał się regeneracji i oprócz 2 dni zaliczałem drzemki po obiedzie od 15 minut nawet do 2 godzin! Dodam, że nie miałem przez to żadnych problemów ze snem w nocy. O ile kilka lat wcześniej to była normalka to ostatnio po dłuższej drzemce nie mogłem zasnąć lub budziłem się w nocy. Po mocniejszych jednostkach obowiązkowa wizyta w lodowatym strumyku i kilka wizyt na masażu u mojego zawodnika ze Szklarskiej (dzięki Michał) pozwoliły mi wykonać na tym zgrupowaniu kawał solidnej roboty.

Jedyne co mi przeszkadzało to staw skokowy. Mniejsza ruchomość po operacji się utrzymywała, dodatkowo chyba z kilkanaście razy podkręcałem kostkę na nierównym terenie. Przez to znów trochę zacząłem kuleć i odciążać chorą nogę. Na szczęście po powrocie udało mi się to podleczyć i jest lepiej.

Generalnie jestem zadowolony z wyjazdu. Może nie spodziewam się w najbliższych startach rekordów życiowych, ale w Poznaniu pewnie o to powalczę.